Swiat GSM - Aktualności Telekomunikacyjne

April 24, 2009

Chile i Argentyna z Eee PC

Filed under: Uncategorized — karol @ 10:48 am

Chile i Argentyna z Eee PC

Kolejnym celem podróży Magdy i Maćka są dwa południowoamerykańskie kraje: Chile i Argentyna.

Dzięki Eee PC 1000H mogą dzielić się z nami swoimi wrażeniami z podróży.

www.jedziemydookola.pl

droga śmierci - luty 4, 2009
Taką nazwę zyskała droga łącząca La Cumbre do Coroico ze względu na ilość wypadków śmiertelnych. Droga schodzi z wysokość 4.700 m do 1.100 m na odcinku 64 km (3.600 m przewyższenia!). Jest stroma i wąska (3,2 m szerokości). Brak na niej asfaltu i barierek zabezpieczających, a urwiska mają wysokość do 600 m. Jednak, od kiedy zbudowano nową drogę ruch na drodze śmierci jest minimalny, a sama droga stała się atrakcją turystyczną. Praktycznie każde biuro turystyczne w La Paz oferuję zjazd ‘najniebezpieczniejszą drogą Świata’. Nie mogliśmy sobie odmówić takiej atrakcji.
Znalezienie odpowiedniego biura nie jest łatwe – te polecane w Lonely Planet są koszmarnie drogie, a z innymi nie wiadomo, na co się trafi. Do tego dochodzi kwestia roweru – z pełną amortyzacją czy też tańszy z amortyzatorem tylko z przodu. W końcu znaleźliśmy biuro Eco Jungle Tours, które za przystępną cenę ($ 46 na os.) oferowało rowery z pełną amortyzacją firmy Iron Horse (a do tej firmy mam duży sentyment ). Jak się okazało, amortyzacja w rowerze bardzo się przydała…
Z La Paz wyruszamy z samego rana. Nasza grupa liczy 16 osób, w tym tylko 3 kobiety – większość to żadni wrażeń Australijczycy i Amerykanie. W La Cumbre (4.700 m) jest zimno – ok. 4 stopni, ale słonecznie.

Zaczynamy zjazd - pierwsza część to nowa, wyasfaltowana droga, później dwa kilometry podjazdu i dojeżdżamy do szutrowej drogi. Nasz przewodnik jeszcze raz powtarza, żeby uważać i nie jechać za szybko. Od tego momentu droga robi się bardzo kręta.

Cały zajazd jest niesamowity! Przepaści, przepiękne widoki, przejazd pod wodospadem, przez rzekę i wszędzie ta niesamowita zieleń. W powietrzu unosi się zapach przydrożnych kwiatów. Do Coroico docieramy cali i zdrowi – tu na dole jest bardzo gorąco, wręcz upalnie.

księżycowa dolina - luty 23, 2009
Pierwszego dnia w San Pedro przeżywamy szok – wszystko jest strasznie drogie. Za nocleg płacimy ponad 3 razy więcej niż w Boliwii. Samo miasteczko przypomina kurort – same hotele, restauracje i pełno chilijskich turystów. W sumie jest plaża (pustynia Atacama) i tylko morza brakuje. W dzień jest tu strasznie gorąco i dopiero pod wieczór przyjemnie się ochładza.

Okolica San Pedro pełna jest atrakcji – gejzery, ciepłe źródła, niesamowite formacje skalne. Oczywiście do większości z nich trzeba wykupić wycieczkę. Na szczęście niektóre są dość blisko i można dostać się tam na własną rękę. W niedzielne popołudnie wypożyczamy rowery i jedziemy do Valle de la Luna. Wciąż jest gorąco, ale lekka bryza sprawia, że jedzie się bardzo przyjemnie. Do doliny docieramy przed zachodem słońca – jest bajecznie, skały mienią się różnymi kolorami.

w krainie wiatru i deszczu - marzec 23, 2009
Przed wyruszeniem do Torres del Paine zatrzymujemy się na jedną noc w miejscowości Puerto Natales. Robimy zapasy i przepakowujemy plecaki – część rzeczy zostawimy tutaj. Oczywiście już od granicy (tj. 20 km przed Puerto Natales) zaczyna lać jak z cebra, niebo zasnute jest ciemnymi chmurami i porywiście wieje. Mimo to decydujemy się wyruszyć następnego dnia do parku. W domu (bo to bardziej dom niż hostel), w którym mieszkamy nie ma żadnych innych gości; wieczorem siedzimy sobie przy piecyku, w pokoju jadalnym, popijając winko, jest przyjemnie ciepło…aż nie chce się jechać. Tej nocy śpimy kamiennym snem, po dwóch tygodniach spędzonych w namiocie, w końcu łóżko Rano wstajemy o godz. 7; jest dziwnie ciemno i cicho na zewnątrz – okazuje się, że zapomnieliśmy o zmianie czasu.
Po trzech godzinach jazdy autobusem wyruszamy na szlak, ku naszej radości nie pada. Chociaż tu jest już końcówka sezonu turystycznego, to dalej jest sporo ludzi (w sezonie musi tu być tłoczno jak na Giewoncie). Śpimy na darmowych polach kempingowych – sam wstęp do parku to $25, więc przynajmniej na noclegu staramy się zaoszczędzić. Drugiej nocy cały czas pada i robi się bardzo zimno, mocno wieje, budzimy się kilkakrotnie, aby sprawdzić czy z namiotem wszystko ok. i czy nie przecieka. Rano wyruszamy do Valle del Frances, widać, że w nocy tutaj spadł świeży śnieg. Po trzech godzinach marszu docieramy na punkt widokowy, przed nami rozpościera się zielona dolina, ponad naszymi głowami ośnieżone szczytu gór – jest pięknie!

No Comments

No comments yet.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Sorry, the comment form is closed at this time.

Powered by WordPress